Obroniliśmy tytuł Mistrzów Świata ......... !!!!!!!!!!!!

05:20 Z pasji do mężczyzn z miłości do sportu 1 Comments

Dokładnie tydzień temu mogliśmy być świadkami historycznego wyczynu naszych siatkarzy, którzy dołączyli do grona tych, którym udało się obronić tytuł Mistrza Świata. Polacy w niedzielny wieczór w hali Pala Alpitour sięgnęli po złoty medal Mistrzostw Świata, po raz trzeci w historii, po raz drugi z rzędu.

Przed mistrzostwami nikt nie stawiał na naszych siatkarzy, w opinii publicznej krążyło przekonanie, że już najlepsza szóstka będzie wynikiem zadowalającym, sami siatkarze też nie składali żadnych deklaracji. Trener, jak i cały sztab jednogłośnie twierdzili, że ta reprezentacja budowana jest na Tokio, że jest zbyt młoda i jeszcze nie gotowa na walkę o mistrzostwo, że to jeszcze za wcześnie na tak duży sukces. Tymczasem nasi siatkarze ponownie zachwycili cały siatkarski świat, zdobywając złoty medal, w finale pokonując wielką Brazylię. Warto dodać, że jest to już trzecie starcie Polski z Brazylią w finale na czwartych kolejnych mistrzostwach, to pokazuje tylko wielkość tych reprezentacji.




W spotkaniach sparingowych przed MŚ Polacy nie zachwycali formą, co prawda wygrali wszystkie spotkania, ale styl gry pozostawiał wile do życzenia. Polacy popełniali dużo błędów, zdarzały im się przestoje, kiedy to seriami tracili punkty i pozwalali przeciwnikom odrabiać straty. Do tego brakowało naszej drużynie lidera w ataku, Bartosz Kurek nie zachwycał skutecznością. Trener  Vital Heynen konsekwentnie stawiał na siatkarza wierząc, że Bartek odbuduje się we właściwym momencie. 


Polacy zagrali w grupie, która swoje mecze rozgrywała w Warnie razem z współgospodarzami, Bułgarią, Iranem, Finlandią, Kubą oraz Portoryko. Nasi siatkarze wygrali wszystkie swoje mecze, tracąc jedynie  trzy sety, na koniec pokonując Bułgarię. Jako zwycięzcy grupy Polacy mieli ten przywilej, że nie musieli się nigdzie przenosić i na kolejną fazę turnieju zostali w Warnie, a tam mieli się zmierzyć z Francją, Argentyną i Serbią. O ile w pierwszej fazie turnieju reprezentacja grała jak z nut, to w drugiej pojawiły się pierwsze kłopoty. Pierwszy mecz nasi siatkarza rozegrali z Argentyną, którą powinni pokonać z łatwością, a tym czasem Argentyna po niebywałym pościgu w tie-breaku pokonała reprezentację Polski 3:2. Mecz z Francją też nie wyglądał wcale lepiej, choć można było dostrzec oznaki poprawy w grze naszych, ale i tak mecz zakończył się wygraną trójkolorowych. Polacy znaleźli się pod ścianą. Na szczęście duża liczba punktów zebrana w pierwszej fazie sprawiła, że wygrana z Serbią da nam awans do trzeciej  fazy. Powiedzieć, że Polacy ograli Serbów, to tak jakby nie powiedzieć nic, to była demonstracja siły. Nasi siatkarze wyszli na ten mecz skoncentrowani, to było widać już od pierwszych piłek, cały mecz grali swoje na niewiele pozwalając Serbom, a mecz zakończył się wynikiem 3:0 dla Polaków.



Drabinka turniejowa mogła sprawić, że ponownie, tak jak cztery lata temu, mogliśmy znaleźć się w jednej grupie z Rosja i Brazylią. Wynik losowania był jednak inny, i trzeciej fazie zmierzyliśmy się z Serbia ponownie, oraz z Włochami. Rozpoczęliśmy rywalizację meczem z Serbami, który był zgoła inny od tego sprzed czterech dni, choć wynik był taki sam, Polacy wygrali 3:0, i w tarciu z Włochami potrzebny nam był tylko jeden wygrany set. Po 25 minutach, wszystko było jasne, Polacy awansowali do półfinału MŚ,  a tam czekała na nich już reprezentacja USA.



Mieliśmy się zmierzyć w półfinale z reprezentacją, która na tych mistrzostwach grała najpiękniejszą siatkówkę, która nie przegrała żadnego meczu, nie licząc starcia z Brazylią, gdzie obie ekipy miały już zapewniony awans, i obie zagrały rezerwowymi składami. Amerykanie grali siatkówkę wręcz perfekcyjną, byli świetnie przygotowani fizycznie, taktycznie, ich grała była poukładana w każdym calu, do tego mieli dwie indywidualności, Taylor Sander i Matthew Anderson, ten drugi został wybrany do najlepszej drużyny MŚ. Wydawać by się mogło, że jesteśmy skazani w tym starciu na pożarcie, a jednak nasi siatkarze nie dali się Amerykanom. przegrywali już 2:1 w setach, a mimo to wygrali dwa kolejne sety i to biało-czerwoni awansowali do finału MŚ, i znów historia rodzi się na naszych oczach. Kibice w całej Polsce oszaleli.


Finał był już popisem biało - czerwonych, którzy zagrali znakomity mecz, a pierwsze skrzypce w kadrze wiódł Bartosz Kurek, który jak Wlazły w 2014, poprowadził Polskę do złotego medalu MŚ. Ten sam Bartek, który w początkowej fazie turnieju nie błyszczał, wręcz przeciwnie, grał słabo, brakowało mu skuteczności i pewności siebie, w finale był najjaśniejszym punktem naszej gry, kończył najtrudniejsze piłki, do tego dołożył kilka świetnych zagrywek, a i w obronie wyciągnął kilka ważnych piłek. W końcu się odbudował, nabrał tej pewności siebie, której brakowało mu w pierwszych meczach, grał jak za dawnych lat. Choć nie od początku turnieju błyszczał formą, to pod koniec był już prawdziwym liderem drużyny, kilerem, który nie pęka i kończy piłki w najważniejszym momentach. Przyznaje się, nie wierzyłam, że Bratek wystrzeli z formą patrząc na jego skuteczność w sparingach i w początkowej fazie turnieju, to on jednak we właściwym momencie odpalił i poprowadził nasz zespół  do MŚ, i zasłużenie otrzymał nagrodę dla najlepszego zawodnika turnieju. Podobnie jak Mariusz Wlazły cztery lata temu okazał się wielki, tak teraz Bartek Kurek. Podobnie jak w katowickim Spodku Mariusz Wlazły zdobył punkt na miarę MŚ, tak teraz Bartosz Kurek w turyńskiej Pala Alpitur  zdobył ostatni punkt atakiem z prawego skrzydła. Zaczął źle, ale zakończył w wielkim stylu, jak na lidera przystało.


Cały zespół zagrał znakomity turniej, Michał Kubiak grał jak na kapitana przystało, był przywódcą nie tylko na boisku, ale też po za nim. Świetnie spisywali się nasi młodzi zawodnicy, Artur Szalpuk grał jak stary wyjadacz, niepokorny, często grała z taką siatkarską bezczelnością. Kuba Kochanowski, który wykorzystał swoją szansę i pokazał się z najlepszej strony. A grą Polaków świetnie kierował Fabian Drzyzga, cztery lata temu do spółki z Pawłem Zagumnym poprowadził Polaków do MŚ, to już w tegorocznym turnieju był już samodzielnym liderem na rozegraniu, był mózgiem drużyny, świetnie rozdzielał piłki pomiędzy kolegów. Paweł Zatorski, klasa sama w sobie, przez cały turniej świetnie przyjmował. Piotr Nowakowski, pewniak trenera na środku siatki, dobierając do niego drugiego środkowego. Poza raz kolejny sprawdziła się w naszej drużynie mieszanka młodości z doświadczeniem, która dałam nam złoty medal MŚ.

Polacy pojechali na MŚ w roli kopciuszka, nikt w nich nie wierzył, a każda reprezentacja chciała grać z nami w grupie, ponieważ w ogólnej opinii byliśmy najsłabszą drużyną w szóstce, my jednak wbrew wszystkim rozkręcaliśmy się  z meczu na mecz i w finale zagraliśmy jak na Mistrzów Świata przystało, Brazylia nie miała za wiele do powiedzenia w starciu z nami. 


To były piękne MŚ, które ponownie dały nam wiele radości i  łez wzruszenia, dzięki pięknej grze naszego zespołu Puchar za zdobycie MŚ na kolejne cztery lata zostaje w naszym kraju. Pozostaje mieć nadzieję, że za kolejne cztery lata historia się powtórzy i Reprezentacja Polski ponownie sięgnie po Mistrzostwo Świata.

Pozdrawiam,
Mili




1 komentarz :

  1. Wow to były emocje, ciągle nie mogę się otrząsnąć. Jesteśmy championem! :D Myślę, że takie trofea sportowe to dopiero początek. Poza tym nasi siatkarze wciąż są w świetnej formie! https://www.cham-pion.pl/blog/brawo-siatkarze-ms-w-pilce-siatkowej-mezczyzn-2018.html

    OdpowiedzUsuń