Rok 2014 przechodzi do historii. Pięknej historii polskiego sportu.

13:15 Z pasji do mężczyzn z miłości do sportu 0 Comments

Nadszedł czas podsumowań, wraz z kończącym się rokiem przychodzi następny. Pełen wyzwań i oczekiwań. Patrząc na kalendarz sportowy, czekają nas wielkie emocje. Zaczynając od Mistrzostw Świata Mężczyzn i kobiet w piłce ręcznej, Mistrzostw Świata w Falun,Ligi Światowej, eliminacji do Euro2016 piłkarzy nożnych, Pucharu Świata w siatkówce, a skończywszy na Mistrzostwach Europy w siatkówce mężczyzn i kobiet.
Uff dużo tego...
Przede wszystkim postaramy Wam się opisywać i relacjonować wydarzenia w których będziemy brały udział osobiście. Bo tak właśnie chcemy by wyglądał ten blog. 

Ten rok był dla nas bardzo owocny. Razem z Mil udało nam się obejrzeć na żywo i brać czynny udział w 6 meczach Mistrzostw Świata w siatkówce w tym 4 meczach Polaków,niewątpliwie najważniejszym wydarzeniu w naszym kraju oraz meczu ligowym między Skrą Bełchatów a Asseco Resovią Rzeszów.

Jak wiecie obejrzałyśmy mecz otwarcia Polska-Serbia, mecze II fazy w Łodzi Polska-Iran, Polska-Francja, i mecz III fazy Polska-Rosja.
Może to Was zaskoczy ale najważniejszym z tych meczy był ten z Rosją. Właśnie wtedy usłyszałam najgłośniejszy hymn Polski.To były nerwy większe niż na wynikach z matury.
Atmosfera w Atlas arenie była gęsta. Kibice wstali do hymnów... To co wtedy się wydarzyło... Zabrzmiał hymn Rosji... a kibice zaczęli gwizdać. Osobiście nie wiedziałam co mam robić, czy gwizdać czy próbować zagłuszyć to wszystko oklaskami...
Szczerze mówiąc w pełni się zgadzam z tymi gwizdami, sami wiemy co wtedy się działo na Ukrainie. Co Rosjanie wyprawiali na Krymie. Wiem też że polityki nie powinno mieszać się do sportu. Ale te gwizdy to była manifestacja, to był nasz sprzeciw! Można to było załatwić inaczej, krzycząc "Wolność dla Ukrainy" itp. Ale wyszło jak wyszło.Wynik wiemy jaki był, wygraliśmy, ale mimo wszystko obawiałam się o zdrowie naszego kapitana Michała Winiarskiego,(tak,tak, to mój ulubiony siatkarz)
Michał Winiarski na przedmeczowej rozgrzewce


Reprezentacja Polski przed meczem z Rosją.

Zagadka meczu: Czy ja to pupa? :D


To była piękna przygoda, której nie zapomnę do końca życia. Spotkałam wielu fascynujących ludzi. Na finale płakałam jak dziecko. Cytując treść z mojego prywatnego facebooka:

"przez te 3 tygodnie byłam naćpana marzeniem, które się spełniło."

Życzę Wam by nadchodzący rok był emocjonujący i pełen wyzwań,by zawsze wygrywali Nasi :) Byśmy kiedyś spotkali się na jakiejś sportowej imprezie.
Spełniajcie marzenia, bo tylko one w życiu potrafią dać tyle szczęścia i radości.


Pozdrawiam,
Roja
Ps 1. W tym roku płakałam ze szczęścia z powodu Kamila Stocha, Justyny Kowalczyk i naszych siatkarzy. A Wy? co Was wzruszyło?
Ps 2. Pamiętajcie i te słowa przy sobie miejcie "JESTEŚMY MISTRZAMI ŚWIATA" :)


Moje osobiste zdjęcie ROKU2014 :)

0 komentarze :

Być może sprzedali się za prawie milion złotych...

13:23 Z pasji do mężczyzn z miłości do sportu 0 Comments

Daleka jestem od osądów, ale moje rozgoryczenie i żal wzięły górę. Po Mistrzostwach Świata Polska siatkówka miała przeżywać prawdziwe oblężenie. Ta impreza miała być wabikiem dla sponsorów. Miała na celu propagowanie siatkówki i zwiększenie oglądalności oraz zainteresowania kibiców.
Tak miało być, ale czy teraz tak będzie? Jedne słowo ciśnie mi się w usta : AFERA.Wstyd mi za to co teraz się dzieje, choć to przecież nie nasza wina.
Wiem tylko, że cała akcja z Mirosławem P. i wiceprezesem Arturem P. oraz szefem pewnej firmy ochroniarskiej nie powinna mieć miejsca.
Boje się jednego że całe te zamieszanie źle wpłynie na sport, którzy Polacy od dawna kochają.
My Mistrzowie Świata, gdzie prezes dopuszcza się być może takich matactw...


Pisze "być może" bo wierze i dziś chciałabym żeby to był jakiś błąd systemu. Jakiś ponury żart CBA.
Jest duże prawdopodobieństwo że oskarżeni trafią za kratki nawet na 12 lat. W tej chwili przebywają w areszcie.

Reasumując: cytatem z pewnego portalu: Jaki jest najlepszy przyjmujący w siatkówce? Mirosław P.

Ps. Przepraszam że tak długo nie pisałam. Minął miesiąc od ostatniego posta na blogu :( Dużo rzeczy się zmieniło, ale mam nadzieję że w końcu wszystko ruszy do przodu.
Na naszym fanpag'u znajdziecie zdjęcia z meczu PGE Skry Bełchatów-Asseco Resovia Rzeszów na którym byłyśmy 30 listopada. Mam nadzieję że niedługo będę miała przyjemność trochę o tym napisać, przy podsumowaniu roku.

pozdrawiam Roja

Źródło obrazka : Internet :)

0 komentarze :

Happy end pilnie poszukiwany...

13:00 Z pasji do mężczyzn z miłości do sportu 0 Comments

"Pewnie, że miałbym więcej satysfakcji gdybym dużo grał i zdobywał wiele punktów. Jeśli jednak drużyna odniesie sukces,  będę się cieszył nawet z roli rezerwowego.Gdybym jeszcze ten jeden punkt zdobył po wejściu na boisko blokiem w ostatniej akcji meczu finałowego..."
Fragment wywiadu dla Przeglądu Sportowego,
z Mariuszem Wlazłym rozmawiał Kamil Drąg


I  zdobył ten ostatni punkt, tyle, że nie blokiem, ale atakiem. Brazylia serwuje, piękne przyjęcie Mateusza Miki, a Paweł Zagumny rozgrywa "przez plecy" na prawy atak do Mariusza Wlazłego, ten przełamując blok zdobywa ostatni punkt, Polska zostaje Mistrzem Świata. 

Ceremonia wręczenia nagród indywidualnych już prawie zakończona, wybrano drużynę marzeń, została tylko ta najważniejsza statuetka, MVP. Kibice na hali skandują jego nazwisko już od dłuższej chwili. Jeszcze tylko chwila a spiker ogłosi do kogo powędruje nagroda dla najbardziej wartościowego zawodnika turnieju, i wtedy wszyscy na hali zamarli, Marek Magiera przekazał kibicom najsmutniejszą wiadomość tego wieczoru, mianowicie, że to był jego ostatni mecz dla biało - czerwonych. Łzy wzruszenia,  smutek, żal, sam zainteresowany nie krył łez wzruszenia kiedy odbierał nagrodę z rąk Ary Garcy, prezesa międzynarodowej federacji.

Na tych Mistrzostwach był bezapelacyjnie najlepszym  zawodnikiem w polskiej drużynie, to On brał na siebie  ciężar gry w najtrudniejszy momentach (w półfinale z Brazylią zdobył aż 31 punktów!). Został najlepszym atakującym turnieju, zdobył  najwięcej punktów. Oprócz tego był prawdziwym liderem drużyny, jej dobrym duchem. Jeden z najbardziej doświadczonych siatkarzy na boisku, razem  z Pawłem Zagumnym i Michałem Winiarskim stanowi wartość dodaną, to oni robili różnice, wspierani przez kilku młodych siatkarzy. Ta wybuchowa mieszanka sięgnęła po tytuł Najlepszej Drużyny Świata, a on był jej najjaśniejszym punktem.
  
Swoją przygodę z siatkówką rozpoczął WKS Wieluń, skąd przeniósł się do SPS Zduńska Wola. To  tam dostrzegł go ówczesny trener Skry Bełchatów, Ireneusz Mazur, i ściągnął go do swojej drużyny, w której gra nieprzerwanie od 2003 roku. Bełchatów stał się jego przystanią  w tej siatkarskiej podóży.

Zanim jednak siatkówka zawładnęła jego życiem, dyscupliną  sportową, którą uprawiał było pływanie. Siatkówkę zaczął trenować dzięki swojemu koledze, który uprawiał ten sport. Kiedyś wybrał się do niego na trening i spodobało mu się do tego stopnia, że porzucił pływanie i rozpoczął treningi siatkówki. Z perspektywy czasu to był bardzo dobry wybór. 

Wraz z przejściem do Bełchatowa rozpoczął się okres dominacji Skry na ligowych boiskach. Przez długi czas mówiło się, że "kto ma Wlazłego, ma Mistrzostwo".  Osiem tytułów Mistrz Polski, sześć Pucharów Polski, srebrne i brązowe medale Ligii Mistrzów i Klubowych Mistrzostw Świata, niezliczona ilość nagród indywidualnych, nie zmieniały go. Nadal był facetem, który czerpał radość z tego co robi, cieszył się grą, co wyraźnie było widać na Mistrzostwach rozgrywanych w Polsce. 

Nie zawsze było jednak tak kolorowo, były też gorsze chwile. Z powodu bolesnych skurczów często był znoszony z boiska, i już się na nim nie pojawiał. Lekarze nie potrafili mu pomóc, dopiero trener Raul Lozano wysłał go na leczenie do Barcelony,  w tym czasie grał ze specjalnymi wkładkami w butach. W klubie miał indywidualny cykl treningowy, robiono wszystko, żeby te skurcze  się nie pojawiały, od tamtej pory jest już dobrze,koszmar z początków jej kariery już nie powraca.

Wydawać by się mogło, że teraz już będzie tylko lepiej, grał w najlepszym polskim klubie, który z powodzeniem rywalizował z najlepszymi drużynami w Europie. Sezon 2012/20013 ze Skrą pożegnał się Bartosz Kurek, trener Nawrocki chcąc "załatać dziurę" przestawia Mariusza na przyjęcie. To był najgorszy sezon w jego karierze, najważniejsze mecze oglądał z kwadratu dla rezerwowych,co w poprzednich latach było nie do pomyślenia. Był cieniem samego siebie, podłamany, bezsilny, smutny. "Eksperci" już przepowiadali, że Mariusz Wlazły "się skończył", nic bardziej mylnego, powrócił, i to w jakim stylu.

Sezon 2013/2014, trenerem Skry zostaje jej były zawodnik, Miguel Ángel Falasca. Przed tym sezonem Wlazły był już jedną nogą w innym klubie, został jednak w Bełchatowie by wrócić na atak. Pierwszą połowę sezonu poświecił na odbudowanie formy i zgranie się z nowym rozgrywającym. Całkiem odmieniona Skra, po gruntownym liftingu, rozpoczyna rywalizację w lidze. 

Tak odmieniona Skra błyszczała na ligowych parkietach, a On był jej pierwszą planową postacią, powrócił Mariusz ze swoich najlepszych lat, można było powiedzieć, że siatkarz przeżywa swoją drugą młodość. W play - off pokazał pełnię swoich umiejętności, to on poprowadził Skrę do Mistrzostwa Polski. 

Rok 2014 bez wątpienia należał do niego. Mistrzostwo Polski, Mistrzostwo Świata, dwie nagrody indywidualne MŚ, najlepszy zawodnik Plusligi, kilkanaście nagród indywidualnych,to tylko niektóre jego osiągnięcia. A potem dotarła do nas ta smutna wiadomość,Wlazł zakończył karierę reprezentacyjną. Jeszcze długo będziemy szukać kogoś, kto będzie wstanie go zastąpić, tylko czy jest ktoś taki? Jest najlepszym polskim atakującym ostatniej dekady, choć nie było go z kadrą gdy ta wygrywała Ligę Światową, zdobywała medal Pucharu Świata czy złoto Mistrzostw Europy, to bez wątpienia jest siatkarzem jakiego ciężko będzie zastąpić, czy to w Skrze czy reprezentacji.

Jak kiedyś napisała Wisława Szymborska,  że nic dwa razy się  nie zdarza i nie zdarzy, oby ty razem było inaczej, i gdzieś tam, był drugi Mariusz Wlazły, bo kadra potrzebuje takich siatkarzy. Miejmy nadzieje, że siatkarz zmieni zdanie i w 2016 roku razem z reprezentacją wsiądzie na pokład samolotu, który zawiezie ich do Rio de Janeiro, po złoty medal olimpijski. 

Pozdrawiam,
Mili.

P.S. Na koniec wywiad z Mariuszem.



Wywiad jest ze strony polsatsport.pl,
z Mariuszem Wlazłym rozmawiał Marcin Lepa.
 


0 komentarze :

Trzy,dwa, jeden...sezon PluLigi czas zacząć...

13:28 Z pasji do mężczyzn z miłości do sportu 0 Comments

Kilka tygodni temu rozpoczął się sezon klubowy w Polsce. Za nami już cztery kolejki, a to dopiero początek Plusligi, do końca fazy zasadniczej zostało jeszcze kilkadziesiąt spotkań do rozegrania, ale może zacznę od początku, i przybliżę Wam co działo się w czasie tych czterech rozegranych już kolejkach. 

Liga Mistrzów Świata

Sezon 2014/2015 jest szczególny z kilku powodów. Po pierwsze nie dawno zakończyły się Mistrzostwa Świat, w których tryumfowała Polska, jak powiedział to Krzysiek Wanio (przy. red. dziennikarz  Polsatu Sport), przed nami Liga Mistrzów Świata. W tym sezonie w Pluslidze będziemy mieli przyjemność podziwiać na siatkarskich parkietach dwunastu mistrzów świata, do tego sześciu brązowych medalistów i kilkunastu uczestników niedawno zakończonego Mundialu. Najwięcej Mistrzów Świata w swoich szeregach ma Skra Bełchatów i Asseco Resovia, ale medalistów MŚ można także spotkać w innych klubach, w Gdańsku gra Mateusz Mika, w Kędzierzynie jest dwóch Pawłów, Zagumny i Zatorski, w Radomiu gra dwóch reprezentantów Niemiec, w tym najlepszy rozgrywający, Lukas Kampa. Miejmy nadzieje, że zawodnicy przyciągną do hal niezliczone ilości kibiców, a polska liga wykorzysta ten bum jaki zapanował na siatkówkę po mistrzostwach. Po drugie, liga w tym roku została powiększona o kolejne dwa zespoły, z Lubina i Będzina. Z awansem do ekstraklasy tego pierwszego wiąże się także powrót Łukasza Kadziewicza,  który jest zawodnikiem Cuprum Lubin, oprócz niego w składzie beniaminka można spotkać także innych były kadrowiczów, Grześka Łomacza, Pawła Siezieniewskiego czy Pawła Ruska. Po trzecie, byliśmy świadkami kilku ciekawych transferów. Do zespołu z Jastrzębia po dwuletniej przerwie powrócił Zbigniew Bartman, wiązało się to z jego powrotem na przyjęcie. Również Michał Winiarski po rocznej banicji powrócił do Skry Bełchatów. Z Plusligą pożegnało się dwóch Mistrzów Świata, Michał Kubiak i Marcin Możdżonek, zasili szeregi Halbanku Ankara, którego trenerem został Lorenzo Bernardi, szkoleniowiec Jastrzębskiego Węgla, z którym dwukrotnie zdobywał brąz w Pluslidze,  jak również brąz Ligii Mistrzów i srebro Klubowych Mistrzostw Świata. 

Mistrzowska forma

Skra rozpoczęła sezon w imponującym stylu, od początku sezonu prezentuje mistrzowską formę. Po czterech kolejkach Bełchatowianie mają komplet punktów i straconego tylko jednego seta, w Będzinie, z beniaminkiem, który w tym sezonie jeszcze nie zapunktował. Wydawać by się mogło, że u kadrowiczów widoczna będzie obniżka formy, a jest wręcz przeciwnie, oni nadal prezentują się świetnie. Kapitalnie gra Mariusz Wlazły, który doprowadza rywali do białej gorączki,pozbawiając ich złudzeń, że uda im się wygrać ze Skrą. Tak grająca Skra nie ma sobie równych, patrząc na ich mecze, odnoszę wrażenie, że grają jeszcze lepiej niż w ubiegłym roku, a mogą grać jeszcze lepiej. To dopiero początek sezonu, a szczyt formy ma przyjść na play - offy. Trzeba jednak przyznać, że Skra prezentuje wręcz perfekcyjną siatkówkę, wykorzystując nawet najmniejsze błędy rywala.
Inaczej sytuacja wygląda w obozie trenera Sebastiana Świderskiego. Początku sezonu do udanych nie może zaliczyć Zaksa, Kędzierzynianie wygrali tylko jeden z czterech meczy,na inauguracje ligi pokonali zespół z Częstochowy, po drodze przegrali z beniaminkiem z Lubina, z Lotosem oraz Skrą. Trener Świderski ma nie mały problem, z początkiem sezonu musi sobie radzić bez kluczowych graczy. Przypomnijmy Marcin Możdżonek odszedł do Halbanku Ankara, Michał Ruciak boryka się z kontuzją, a z gry z powodu ciężkiej choroby musiał zrezygnować Grzegorz Bociek.wszyscy trzymamy kciuki za Grześka i życzymy szybkiego powrotu do zdrowia. Kędzierzynianie zajmują dopiero dziewiąte miejsce w tabeli, za Cuprum Lubin, warszawską Politechniką czy drużyną z Radomia.

Na plus i na minus

Kolejną niespodzianką jest postawa Lotosu Trefla Gdańsk, zespół prowadzony od tego sezonu  przez Anastasiego prezentuje niezłą formę, zajmując drugie miejsce w tabeli z  11 punktami.  Na plus można także zaliczyć postawę drużny z Lubina, zespół prowadzony przez Georghe Cretu pokonał Zaksę, a w ostaniej kolejce za trzy punkty wygrał z Olsztynem.
Pozostałe drużyny prezentują się zgodnie z oczekiwaniami, Asseco Resovia na razie wygrała wszystkie swoje spotkanie, ostanie z Jastrzębiem po emocjonującej końcówce. W piątym secie przygrywała już 6:1, ale po  genialnych zagrywkach Nikołaja Penczewa  wyszła na prowadzenie 9:6 i już nie pozwoliła sobie wyrwać tego zwycięstwa. Miłą niespodziankę swoim kibicom sprawiła drużyna Jakuba Bednaruka, które niespodziewanie uległa Bielszczanom, przegrywając 3:2, wcześniej jednak pokonała AZS Częstochowę, Effector Kielce i Transfer Bydgoszcz.

Za nami dopiero cztery kolejki, a już mieliśmy kilka niespodzianek, nie zawsze miłych. Kilka drużyn zaskoczyło pozytywnie wygrywając mecz, w których z góry byli skazani na porażki, inni przegrali mecze z drużynami, z którymi nie powinno im się to przytrafić, jeszcze inni prezentują kosmiczną siatkówkę, na którą jeszcze żadna drużyna nie znalazła sposobu. Pamiętajmy jednak, że to jest dopiero początek ligi, a ta jest w tym roku wyjątkowo długa, zespoły grają po dwa mecz w tygodniu, do tego niedługo dojdą europejskie puchary. Sztaby szkoleniowe czeka ciężkie zadanie, aby przygotować zawodników do tego morderczego sezonu. Miejmy nadzieję, że teraz liga będzie nas zaskakiwać, ale tylko w ten pozytywny sposób.

Pozdrawiam,
Mili.

P.S. Po pierwsze, chciałabym przeprosić za to, że tak długo nas tu nie było. Po drugie, niedługo pojawi się kolejna notka, w której odbędziemy sentymentalną podróż do Mundialu za sprawą kilku zawodników, ale to później. Po trzecie, teraz postaramy się bywać tu częściej, oczywiście na facebooku ( tu macie link: https://www.facebook.com/zpasjizmilosci?ref=hl ) pojawiamy się bieżąco :) Jakbyście chcieli poczytać o Pluslidze, to tu macie link  http://www.plusliga.pl/, najdziecie tam ciekawe materiały, statystki i terminarz ligi,także zapraszam.

0 komentarze :

14 Wspaniałych i trener "żółtodziób"

18:00 Z pasji do mężczyzn z miłości do sportu 0 Comments

Kiedy pod koniec ubiegłego roku  PZPS ogłosił, że trenerem reprezentacji Polski zostanie Stephane Antiga nikt nie wierzył, że ten pomysł wypali. Wówczas Antiga był jeszcze czynnym zawodnikiem, i zamiast skupić się na reprezentacji biegał w krótkich spodenkach po boisku, grając w PGE Skra Bełchatów. Dziennikarze, eksperci, "komentatorzy", uważali, że ten pomysł to czyste szaleństwo, bo jak inaczej można  nazwać, w roku polskich Mistrzostw Świata, powołanie na trenera człowieka bez jakiegokolwiek doświadczenia trenerskiego. 

Dziś, kilka miesięcy od tamtego wydarzenia, można powiedzieć, że Antiga z nawiązką spłacił zaufanie, którym obdarzył go prezes PZPS, Mirosław Przedpełski, to on uwierzył w niego zanim zrobiła to cała rzesza "ekspertów". Trener żółtodziób poprowadził reprezentację Polski do Mistrzostwa Świata, Polacy w niedzielnym finale pokonali trzykrotnych tryumfatorów, wielką Brazylię Brenardo Rezende. Trenerski laik wygrał z trenerskim doświadczeniem . 

Antiga miał pod swoją wodzą czternastu wspaniałych, najlepszych z najlepszych, ludzi z charakterem, wojowników nie bojących się niczego, nawet wielkiej Brazylii. Jeszcze przed sezonem udało mu się namówić do powrotu do kadry Mariusza Wlazłego, jak się później okazało, tylko na jeden turniej, ale o tym już w innym "artykule". Na mistrzostwa powrócił również Paweł Zagumny, który pokazał, że nadal potrafi rozgrywać, i to piekielnie dobrze. Francuzowi udało się stworzyć DRUŻYNĘ, która była mieszanką doświadczenia z młodością. Tym 14 wspaniałym udało stworzyć się zespół, który sięgnął po złoto Mistrzostw Świata, 40 lat, po tym jak ówczesna reprezentacja prowadzona przez Huberta Jerzego Wagnera dokonała tego po raz pierwszy, pokonując Japonię w meczu, który miał zadecydować o tym kto zdobędzie złoty medal.

Droga Polaków do wymarzonego złota była wyboista, trudna i najeżona przeciwnościami. Poza rywalami w I fazie na Polaków czekali przeciwnicy z najwyższej półki, bo czy reprezentacje USA czy Francji, można nazwać łatwymi  rywalami, nie. Amerykanie  to Mistrzowie Olimpijscy z 2008, zwycięzcy tegorocznej edycji Ligii Światowej, i tylko im udało się przeciwstawić Polakom, wygrywając z nimi w II fazie turnieju (przyp. red. Polska przegrała 3:1). Potem był wgrany 3:1 mecz z Włochami pod wodą Mauro Berutto, debiutanci  Iranu, i na koniec reprezentacja Francji. Polacy zajęli drugie miejsce w grupie przygrywając jednym punktem właśnie z Francuzami.

Wydawało się, że gdy Polacy na trafili na Rosjan i Brazylię w III fazie, medal oddalił się od nich dalej niż kiedykolwiek wcześniej. Do awansu, do najlepszej czwórki wystarczyło pokonać tylko Mistrzów Olimpijskich, Rosjan z genialnym środkowym, Muserskim, i aktualnych Mistrzów Świata. Niemożliwe? Nasi siatkarze chyba wykreślili to słowo ze swojego słownika, nie tylko pokonali Brazylijczyków, ale wręcz upokorzyli Rosjan, grając przez dwa pierwsze sety perfekcyjnie, a nawet genialnie. Punkt po punkcie przybliżali się do upragnionego awansu, a kiedy na tablicy wyników widniał wynik 2:0 dla Polski w setach, wszystko stało się jasne, Rosja poza najlepszą czwórką, nam zostało tylko wygrać mecz by móc awansować z pierwszego miejsca w grupie, co naszym siatkarzom udało się dopiero po 5 secie, w którym wygrali 15:11.

W półfinale Niemcy postawili nam trudne warunki, sety kończyły się na przewagi, a Polska długo nie potrafiła znaleźć sposobu na świetnie grających Niemców na siatce. Na nasze szczęście po czterech setach, wynik meczu był korzystniejszy dla nas, wygraliśmy 3:1. Wynik uratował Mariusz Wlazły, popisując się genialną obroną nogą po, której niemiecki siatkarz popełnił błąd sięgając piłkę na naszej stronie. Po trzech godzinach to Polacy cieszyli się z awansu do finału, a tam czekała Brazylia, którą raz już udało się nam pokonać.

21 września, Katowice, Spodek, a w nim 11 tysięcy kibiców (drugie tyle było na strefie kibica zorganizowanej wokół Spodka)  i ONI. Na boisku Fabian Drzyzga, Mariusz Wlazły, Michał Winiarski, Mateusz Mika, Piotr Nowakowski, Karol Kłos i Paweł Zatorski, a na ławce trener Stephane Antiga, po drugiej stronie siatki, Brazylia. Pierwszy set przypominał finał sprzed ośmiu lat,kiedy to Polacy pod wodzą Raula Lozano gładko przegrali finałowe stracie z Brazylijczykami. Na szczęście tylko pierwszy set, później na boisko wszedł Paweł Zagumny, i to on poprowadził Polaków do historycznego zwycięstwa, wielka Brazylia na kolanach, Polska została Mistrzem Świata, krzyczały tytuły  największych sportowych serwisów.

Łzy radości mieszały się ze łzami smutku, bo z kadrą pożegnało się kilku siatkarzy, którzy byli w niej od zawsze, od kiedy sięgam pamięcią, a teraz trudno będzie sobie wyobrazić reprezentację bez Pawła Zagumnego, Michała Winiarskiego, Krzyśka Ignaczaka, czy tego, który wrócił do niej tylko na ten jeden sezon, by poprowadzić ją do złotego medalu, MVP Mistrzostw Świata, Mariusza Wlazłego.

Nasi siatkarze dokonali czegoś pięknego, niesamowitego, jeszcze długo będę wspominać to co działo się 21 września. Ten dzień już na zawsze zapisał się złotymi zgłoskami w historii polskiej siatkówki, a trener Antiga i jego 14 wspaniałych staną się symbolem zwycięstwa, i tego, że niemożliwe nie istnieje, a  marzenia, nawet ten najbardziej nieprawdopodobne spełniają się. Oni, wczorajszego wieczoru spełnili jedno z nich, zostali najlepszą drużyną świata, z najlepszym zawodnikiem świata w składzie i trenerem "żółtodziobem" na ławce. Czy można chcieć czegoś więcej, tylko tego, żeby ten sen się nie kończył :)




Pozdrawiam, 
Mili :)

P.S.  Roja niedługo wrzuci notkę z meczu Polska - Rosja, podzieli się swoimi refleksjami z finału. Poczekacie, co nie?


0 komentarze :

Wspomnień czar...

04:19 Z pasji do mężczyzn z miłości do sportu 0 Comments

Jak już Roja napisała, na halę nie można było wnosić swojego jedzenia, co było dużym utrudnieniem, ale dla chcącego nic trudnego. Jak dla mnie, dziwny wymóg organizatora. O niedogodnościach wszystko zostało już napisane, więc mi pozostaje skupić się tylko na tej siatkarskiej stronie.

Sobotnie popołudnie z siatkówką rozpoczął mecz Serbia - Francja. Jeśli chodzi o samo spotkanie, Serbowie jedynie w pierwszym secie stawili opór trójkolorowym, wygrywając premierową odsłonę, ale pozostałe sety padły łupem Francji, a mecz zakończył się wynikiem 3:1 dla podopiecznych Laurent Tillie. Serbowie nie znaleźli  sposobu, poza pierwszym setem, na świetnie dysponowaną Francję.

Francuzi szybko wygrali z Serbią, i do meczu Polska - Iran pozostała prawie godzina oczekiwania. Za nim rozpoczął się mecz odbyła się prezentacja zawodników obu drużyn. Siatkarze na boisku pojawili się wychodząc ze specjalnie przygotowanego na tę okazję tunelu, przy aplauzie prawie 13 tysięcy kibiców zebranych tego wieczoru w Atlas Arenie. Krótka rozgrzewka, hymny i możemy zaczynać mecz.

Polacy to spotkanie rozpoczęli bardzo dobrze, nie pozwalając rozwinąć skrzydeł rywalowi. Agresywnie zagrywali, zarówno Michał, jak i Mariusz ( ten pierwszy miał lepsze statystyki w serwisie niż pierwszy bombardier reprezentacji),  przez co Irańczycy nie mogli grać kombinacyjnie i szybko, do czego nas już przyzwyczaili. Paweł Zagumny rozgrywał niczym profesor, i równo rozdzielał piłki między zawodników. Po niespełna godzinie na tablicy wyników widniał wynik 2:0 dla Polski. 

Trzeci set rozpoczął się podobnie jak dwa poprzednie, ale tylko rozpoczął. Przy stanie 13:17 Polacy zaczęli trwonić uzyskaną przewagę i pozwolili gościom grać swoją siatkówkę, przez co przegrali wygranego seta.  Dodatkowym osłabieniem dla polskiego zespołu była kontuzja Michała Winiarskiego,który obok Mariusza Wlazłego był pewnym punktem Polaków w przyjęciu i ataku. Siatkarz zeszedł z boiska i już nie pojawił się na nim w tym meczu. Po słabej grze naszej reprezentacji Irańczykom udało się wygrać tego seta, jak również następnego. 

Po krótkiej przerwie rozpoczął się piąty set, w którym Polacy cały czas gonili wynik, by w końcówce wyjść na jedno punktowe prowadzenie i wygrać seta do 14, a cały mecz 3:2. 

Od samego początku, również w czasie pierwszego meczu, na trybunach panowała wspaniała  atmosfera. Kibice bawili się świetnie, mimo, że na boisku nie grali Polacy. Tego popołudnia Atlas Arena kolejny raz była najgłośniejszym miejscem w całej siatkarskiej Polsce. Ilość decybeli jaka unosiła się pod dachem hali ciężko było chwilami przetrzymać. Irańczycy chyba porażeni atmosferą trybun nie pokazali tego co potrafią, i tego potencjału, który drzemie w tej jeszcze siatkarsko nie dojrzałej drużynie.

To byłoby na tyle jeśli chodzi o relację z sobotniego meczu Polski z Iranem. Mundial trwa dalej, więc kibicujmy Polakom, niech ten doping poniesie ich do finału, a najlepiej do złotego medalu. Dla niektórych siatkarzy to byłoby wspaniałe zakończenie tej niespełna 20 - letniej przygody z reprezentacją (przyp. red.  Paweł Zagumny i Krzysztof Ignaczak zapowiedzieli rozbrat z kadrą  po mundialu). I tak jak śpiewał zespół Perfect, Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść. Niepokonanym. Oby nasi siatkarze zeszli ze sceny dopiero 21 września, ze złotym medalem Mistrzostw Świata.



 
Dwaj  przyjaciele z boiska, Michał Winiarski i Mariusz Wlazły
podczas rozgrzewki


Serbia -Francja (1:3)

Atlas Arena przed meczem Polska - Iran

Powitanie obu zespołów na boisku
Polska - Iran (3:2)

Pozdrawiam,
Mili

0 komentarze :

Cofnijmy się do niedzieli...

05:31 Z pasji do mężczyzn z miłości do sportu 0 Comments

Kurcze jak ten czas szybko biegnie.(Ameryki tym stwierdzeniem nie odkryłam!)
Nie dawno kończylismy I faze mistrzostw, a dziś jesteśmy juz w połowie III fazy i mamy mecz o wszystko z Rosjanami.
Ale nie o tym dziś.Relacje i fotki z meczu dostaniecie rano w piątek.
Dziś pragne Wam przypomnieć co działo się w zeszły weekend  na meczach II fazy w Łodzi.
Jak już wiecie razem z Mil byłyśmy na obu meczach weekendowych. (Jej relacja z sobotniego meczu powinna pojawić sie niedługo.)

Muszę przyznać ze kupienie karnetu na dwa mecze w ciagu dnia to na prawde spore wyzwanie.
Odczułam lekkie zmęczenie dopiero w niedziele na meczu Serbia-Iran.
Ledwno siedziałam na miejscu. Spędzałyśmy na hali ponad 6 godzin dziennie w niezłym  hałasie ale też bez jedzenie i picia którego wnosić nie można było,a ceny na hali były tragiczne.(tak, tak skompiradło ze mnie) Mimo to udawało nam się coś zjeść między meczami poza halą.
Wyjście z hali było traumatycznym przeżyciem, które ocierało sie o miano misji niemożliwej.
Musze przyznać,że było stanowczo za mało wejść/wyjść na Atlas Arene.
Całe "małe cierpienie" rekompensowali zawodnicy swoją grą. To tytułem wstępu.

Pierwszy mecz w niedziele odbył sie między Serbią a Iranem. Całe trybuny gorąco kibicowały Serbi, która uległa ostatecznie Iranowi 3-1 i pożegnała się z turniejem.
Ja cały mecz miałam beke z Aleksa, który poruszał sie po parkiecie tak jak by był przez wiekszą część meczu tylko obserwatorem :D

Co do meczy Polaków, ok. godz. 19:30 odbyła się oficjalna prezencja zespołów, potem rozgrzewka, przywitanie siatkarzy, hymny i do meczu Panowie!!






Mielismy to szczęście, że już przed tym mecze wiedzieliśmy że awansowaliśmy dalej, bo niespodziewanie Argentyna wygrała z USA i zapewniała nam awans.A my-kibice na meczu Polaków poświeciliśmy argentyńskim siatkarzom cała przerwe dziękując :)
Można by rzec, że nasi siatkarze powinni grać na tak zwanym luzie. Niestety brak kapitana drużyny (przyp. Michał Winiarski) był dla Nas sporym osłabieniem.
Po wygranym pierwszym secie (25-18) byłam nastawiona pozytywnie do reszty spotkania, niestety Polacy chyba mieli w planach zafundowanie nam znów horroru. II set padł łupem Francji (21-25). Było juz po 1, a ja zaczęłam się lekko denerwować(to nic że nasi mieli awans w kieszeni,konieczna była nam ta wygrana!). Trzeciego seta wygrali Polacy (25-23), i miałam wrażenie że wszystko wraca do należytego porządku, niestety znów się myliłam. Francja wygrała 4 seta.A przed nami roztaczała się wizja
męczącego tie-breaka, którego ja osobiście nie znosze z dwóch względów: po pierwsze - jest za krótki, po drugie-za bardzo nerwowy.
Na szczęście Polacy wygrali 15-12(Magneto znów niedozatrzymania), a tuż po spotkaniu odbyło się losowanie druzyn do III fazy. Stworzono 2 grupy po 3 zespoły w której każdy grał z każdym.
Nam się trafiła Brazylia i Rosja... grupa marzeń czy grupa śmierci??? Jak mawia Justyna Kowalczyk "Im trudniej, tym łatwiej" czy jakoś tak.
Na tym kończe i zostawiam Was z niespodzianką :)
Tak się bawi Maniek i Wlazły junior :)

Na trybunach można było wyczaić byłego Trenera Polski Raula Lozano :)











Trudniej za to było znaleźć naszego kapitana-Michała Winiarskiego.









                                                         
Państwo Wlazły i połowa familji Winiarskich :)


Maskotka Reprezentacji Polski to najbardziej zarobiony Ptak w naszym kraju
Pozdrawiam,
Roja 

0 komentarze :

A my tak łatwo palni, tak śmiesznie mali... To już 9 lat....

10:39 Z pasji do mężczyzn z miłości do sportu 0 Comments

Miała się  dziś pojawić notka z meczy reprezentacji w Łodzi, ale na to będziecie musieli zaczekać jeszcze trochę (prawdopodobnie do piątku).

16 września 2005 roku, ten dzień już na zawsze zmienił polską siatkówkę. Zapytacie pewnie co się wtedy wydarzyło. Nie było żadnej spektakularnej wygranej Polaków. Tego dnia nikt nie miał powodów do radości. Tego dnia odszedł siatkarz, który miał całe życie przed sobą, miał plany, marzenia, życie stało przed nim otworem.

Był jednym z  najbardziej utalentowanych siatkarzy w reprezentacji Polski. Zdzisław Ambroziak mówił o nim, parafrazując, siatkarz o stratosferycznym zasięgu. Miał wszystko co potrzebne było do wielkiego grania, talent, umiejętności i ogromną wolę walki, zabrakło  mu tylko jednego, czasu, aby móc to wszystko pokazać na boisku. 

Dla wielu kibiców, szczególnie tych młodszych, Arek Gołaś jest znany tylko z fotografii lub opowieści innych, którzy mieli przyjemność go znać i grać z nim, czy to w klubie, czy to w reprezentacji, ale już dla wszystkich pozostanie w pamięci.

Swój ostatni mecz rozegrał na Mistrzostwach Europy, Polacy pokonali wtedy Portugalię 3:0, i zajęli 5 miejsce. Czasu na odpoczynek było niewiele, za kilka dni miał rozpocząć sezon życia we włoskiej lidze, razem z niedawno poślubioną żoną jechali po jego marzenia. Nie dojechali, a przynajmniej nie razem. Na austriackiej autostradzie doszło do wypadku samochodowego, samochód prowadzony przez kobietę uderzył w ścianę dźwiękochłonną, jechali nim Agnieszka i Arek Gołaś. Siatkarz zginął na miejscu, a jego żonę przewieziono do szpitala.

3 grudnia 2006 w czasie dekoracji wicemistrzów świata polscy siatkarze wyszli w koszule z numerem "16" na plecach i nazwiskiem człowiek, który gdyby tylko żył stałby razem z nimi na podium. W czasie tych mistrzostw to była jedyna reprezentacja, która w swoim składzie miała 13 zawodników, bo Arek był cały czas z nimi. 

Dziś Polacy grają z Brazylią, wygrajmy ten mecz panowie, zróbmy to dla Arka, on na pewno ogląda. Dziś, jak podczas każdego meczu będziecie mieć najwierniejszego kibica, który ma chody u samego Pana Boga, bo dziś nie tylko dobra gra będzie potrzebna, ale także ogrom na wiara, że ten mecz uda się wygrać.

Oby tej wiary nie zabrakło polskim siatkarzom, i na boisko stanęli jak równy z równym , i po pięknej walce wygrali to spotkanie. Pokażecie tym, że wciąż pamiętacie.



Pozdrawiam, Mili.

0 komentarze :

Mistrzostwa świata dla niedzielnych kibiców już się skończyły.

04:27 Z pasji do mężczyzn z miłości do sportu 0 Comments

Wiem, nie było mnie dość długo, ale co, mocno sie stęskniliście?Mil zapowiedziała mój kolejny post, a ja...
nie mam słów by się wytłumaczyć. Zatem zaczne od początku.
W dwóch zdaniach a może nawet więcej podsumuje I faze mistrzostw. Jak już wiecie byłysmy na meczu otwarcia i było niesamowicie, ja nie umiem tego opisać słowami wiec prawdopodobnie-ale nic nie obiecuje-zmontuje z tego filmik :) i będzie się działo...

Przechodząc do gry naszych siatkarzy: Polacy w pierwszej fazie wygrali wszystkie swoje mecze i co tu dużo gadać?? Gralismy skutecznie, choć dało się dostrzec błędy w naszej grze. Obrona ciężko przędzie. :(
Zdobyliśmy komplet punktów i takie były założenia.
Niestety na meczu otwarcia zauważyłam problemy z przyjęciem, co bardzo mnie niepokoiło do końca fazy...
Ale dość o moich niepokojach. Bo nadeszła II faza. I tu ...

Właśnie stąd ten tytuł. Polacy przegrali z USA 3-1 i pewnie niedzielni kibice zakończyli już Mistrzostwa świata! och jak dobrze! uf... ulga...
Co do meczu z Amerykaniami musze przyznać ze M.Andersen ma torpede w rękach i był najjaśniejszym punktem, który poprowadził swoją reprezentacje do zwycięstwa razem z Panem o nazwisku Lee (czy to
on jest twórcą tych kultowych spodni???)
U nas za to, świetną zmiane za Mateusza Mike dał Michał Kubiak. :) no mecz życia!!! Dziku brawo! :D
Ale co tu się będę rozpisywać... Sami wiecie jak było...chyba że nie macie opłaconego dekodera firmy wiecie jakiej...

Obecnie jesteśmy już po zwycięskim meczu z Włochami i mogę Wam powiedzieć że najpięknijeszy widok to dwaj przyjaciele uśmiechniżci i szczęśliwi-a mowa tu o Mariuszu i Winiarze :)
Gre niech ocenią "eksperci". Ja ze swojej strony mogę powiedzieć tylko-GRATULUJE chłopakom i proszę mniej nerwowo.Poprawcie zagrywkę i obronę,PANOWIE, obrona! a dla Mariusza WIELKIE BRAWA za wygranie "samemu seta" 25 pkt! jeszcze raz brawo!

Obiecuje że kolejne dwa mecze Polaków będą okraszone piękną oprawą graficzną bo wybieramy sie z Mil na Atlas Arene.

ps. Pozdrawiamy z łódzkiej Strefy Kibica w Manufakturze :)


ja się z Wami żegnam. I nie zabijajcie mnie. Roja tez człowiek :D

Pozdrawiam
"zalatana" Roja :)

0 komentarze :

Jeden krok bliżej w drodze do siatkarskiego nieba...

21:44 Z pasji do mężczyzn z miłości do sportu 0 Comments

Co się działo wczorajszego wieczoru na Narodowym, ciężko będzie to opisać słowami. Polscy kibice zgotowali Serbom prawdziwe piekło. Atmosferę na Narodowym określiłabym jednym słowem, NIESAMOWITA. Tego nie da opisać się słowami. Na długo przed rozpoczęciem meczu słychać było doping polskich kibiców. To był rekordowy wynik, jeszcze tylu ludzi nie oglądało meczu siatkówki, w jednym miejscu. Kibice się postarali i stworzyli niesamowite widowisko, które zapadnie w pamięci siatkarzy, i wszystkich, którzy mieli przyjemność to obejrzeć, z trybun stadionu,lub przed telewizorem. Siatkarze zgodnie twierdzą, że to co mieli przyjemność zobaczyć na Narodowym zrobiło na nich kolosalne wydarzenie, a pod niektórymi ugięły się kolana,kiedy wchodzili na Stadion, podczas prezentacji, kiedy tłum 62 tysięcy ludzi bił brawo.

Wczorajszego wieczoru pożegnano legendę polskiej siatkówki, siatkarza,  który w swojej kilkunastoletniej przygodzie z kadrą, rozegrał w niej 450 meczy, co powoduje, że jest absolutnym rekordzistą pod względem występów w kadrze, występował we wszystkich edycjach Ligii Światowej, od 1998 - 2008 roku. Kapitan, najlepszy zawodnik Mistrzostw Europy w 2009, bohater meczu Polska-Rosja na Mistrzostwach Świata 2006, Piotrek Gruszka. Kibice na Narodowym zgotowali mu owacje na stojąco, dziękując mu za te lata, które poświęcił reprezentacji. Na trybunach dało się słyszeć, najpierw Piotrek Gruszka, Piotrek, a potem jeszcze głośniejsze Dziękujemy. Każdy zawodnik chciałby żegnać się z kadrą przy takim aplauzie.
To wtedy już po raz kolejny  na stadionie zawrzało, a kibice pokazali na co ich stać. Serbowie mieli czego się bać, przy takim dopingu Polacy nie mogli przegrać tego meczu.

Potem przyszła chwila na, którą czekali wszyscy, tradycji stało się zadość, hymn narodowy a capella odśpiewało 62 tysiące kibiców. Przeżycie niesamowite, każdy powinien przeżyć coś takiego . Tego jeszcze nigdzie nie było, a potem rozpoczął się mecz,który dostarczył nam nie mniej emocji. 



Początek meczu w wykonaniu Polaków był dosyć nerwowy, przez to Serbom udało się zdobyć kilka punktów przewagi, jednak naszym szybko udało się zremisować, a potem samemu wyjść na prowadzenie, którego nie oddali już do końca meczu. Pierwszy set dla Polski, co dodało im pewności siebie, poczuli się pewniej, ich gra zaczęła się układać. Paweł Zagumny świetnie kierował grą Polaków. 

Drugi set to kontynuacja dobrej gry biało - czerwonych. Serbowie mieli problemy z przyjęciem naszej zagrywki, co ograniczało im możliwości gry kombinacyjnej, często milił się Atanasijević, przez co punkty szły na konto Polaków. Po 25 minutach na tablicy widniał wynik 2:0 w setach dla naszej reprezentacji.

Trzeci set był dokończeniem tego co było nieuniknione, Polacy pokonali Serbów do 18,  i w ten sposób wygrali cały mecz 3:0 (25:19; 25:18; 25:18). Serbscy siatkarzy nie mieli argumentów, żeby przeciwstawić się dobrze grającym Polakom, popełniali dużo błędów w zagrywce i ataku, nie mogli przedrzeć się przez szczelny blok Polaków, którzy tego dnia świetnie czytali grę rywali.

W całym meczu świetnie spisywał się Michał Winiarski, obok Pawła Zagumnego, najlepszy zawodnik na boisku. Ten drugi świetnie kierował grą Polaków, zaś ten pierwszy świetnie spisywał się w przyjęciu  i ataku. Do tego Mariusz Wlazły dokładał punkty atakiem, a środkowi rzadko kiedy dali się blokować z krótkiej.  Polacy w całym meczu świetnie zagrali w obronie, broniąc w niesamowitych sytuacjach. Na koniec siatkarze mogli usłyszeć gorące brawa, które były podziękowaniem a wygraną, a z trybun słychać było głośne Dziękujemy.

To dopiero pierwszy mecz, więc nie popadajmy w zachwyt, ale nie da się ukryć, że gra Polaków napawa optymizmem przed kolejnymi spotkaniami. 

Siatkarzom życzę dobrej gry, a nam kibicom, kolejnych, równie niezapomnianych widowisk,  co to na Stadionie Narodowym, obyśmy 21 września tak świetnie bawili się w Spodku, na meczu finałowym, ale do tego jeszcze daleka droga, a mecz z Serbami, był tylko początkiem tej ścieżki, ale początkiem jakiego nawet nie wyśnilibyśmy w najlepszych snach. 

Mili.

P.S. Kolejną notkę napisze już Roja, bo mnie już tu trochę za dużo.




0 komentarze :

Gramy o respekt, o pierwsze miejsce, czyli polski mundial czas zacząć...

10:00 Z pasji do mężczyzn z miłości do sportu 0 Comments

Do rozpoczęcia polskiego mundialu zostało już tylko nieco ponad 8 godzin, pierwszego gwizdka sędziego dziesięć. Jaki będzie ten polski mundial? dla polskich kibiców na pewno niezapomniany, ale nie tylko dla nich, dla polskich siatkarzy, to też będzie niezapomniane przeżycie, grają w końcu u siebie.

Tuż przed samym mundialem było bardzo głośno o polskiej kadrze, z  gry zrezygnował Łukasz Żygadło, a już w trakcie Memoriału Huberta Jerzego Wagnera ze składu wypadł Bartek Kurek, filar drużyny za czasów poprzedniego trenera. Ten pierwszy zrezygnował z gry w kadrze z powodów osobistych, tego drugiego z gry w polskim mundialu wykluczyły względy sportowe, tak swoją decyzję argumentował trener Antgia, do niedawna jeszcze zawodnik Skry Bełchatów. 

Już o godzinie 18:30 na Stadionie Narodowym rozpocznie się ceremonia otwarcia Mistrzostw Świata, a całą uroczystość uświetnią występy polskich gwiazd estrady (może Donatan i Margaret, to jeszcze nie gwiazdy, ale dziś pozwólmy im poczuć się nimi).

A potem już tylko czekają na nas emocje czysto siatkarskie, wcześniej jednak nastąpi prezentacja zawodników, i chwila na, którą czekali wszyscy kibice w Polsce, hymny. 62 tysiące kibiców, bo tylu dzisiejszego wieczoru sympatyków siatkówki zgromadzi się na Stadionie Narodowym, odśpiewa hymn a capella, ale o tym napiszę już wieczorem, kiedy emocje opadną, a ja będę się cieszyć ze zwycięstwa Polaków, i  łezką w oku,w drodze powrotnej, wspominać te magiczne chwile,  które działy się kilka godzin wcześniej.

A w jakiej formie jest czternastka wybrana przez Antigę, to jest chyba największa niewiadoma tego turnieju, do tej pory nie znamy jeszcze szóstki, która rozpocznie mecz otwarcia, nikt z siatkarzy nie może być pewnym, że wyjdzie na boisko, i rozpocznie mecz od pierwszych minut. To jest dotąd niespotkane, za czasów pracy poprzednich szkoleniowców, już na długo przed ważnymi turniejami znaliśmy podstawowy skład, tym razem jest inaczej, szkoleniowiec stawia na tych,którzy aktualnie są w najlepszej dyspozycji. Dobrze czy źle, przekonamy się po mundialu, tylko czy wtedy nie będzie już za późno? Oby w tym  szaleństwie była metoda, bo polski mundial,dla takich zawodników jak Krzysiek Ignaczak czy Paweł Zagumny, jest ich raczej już  ostatnim w występem w Mistrzostwach Świata. Najlepszy polski rozgrywający ostatniej dekady już zapowiedział, że po mundialu kończy karierę reprezentacyjną, Ignaczak też coraz częściej mówi, że to może być koniec jego przygody z kadrą.

Nam kibicom pozostaje jedynie trzymać za nich kciuki i wierzyć, że 21 września, w katowickim Spodku, ponownie zostanie odśpiewany hymn, tym razem dla Mistrzów Świata. Tego życzę sobie, siatkarzom i wszystkim,którzy kibicują siatkówce. Przez ten miesiąc wszyscy bądźmy z nimi. Pokażmy, że Polska ma najlepszych kibiców siatkówki na świecie, i na Narodowym stwórzmy taką atmosferę, i taki doping,który uniesie naszych siatkarzy do wygranej z Serbami. 

Do zobaczenia na Stadionie Narodowym,
Mili

0 komentarze :

Choć przez niecały miesiąc bądźmy razem "DRYŻYNĄ"

13:27 Z pasji do mężczyzn z miłości do sportu 0 Comments

Niebawem rozpoczynają się Mistrzostwa Świata w siatkówce mężczyzn; i to gdzie??? w Polsce, drodzy Panie i Panowie!!! kto nie wiedział, ten ręka do góry, przyznać się bez bicia!? obiecuje, nie będzie już więcej kar cielesnych tutaj, oprócz tego razu :)

Pomożcie nam i piszcie w komentarzach czy o tym wiedzieliście. W ten sposób będziemy mogły się dowiedzieć jak "bardzo" ta największa impreza w Polsce ostatnich lat jest rozreklamowana przez nasz kochany PZPS i telewizje Polsat.

Aby choć przez chwile poczuć zbliżający się Mundial polecam wybrać się do kina! Możecie teraz pytać zdumieni: jak to? do kina? a nie na hale? (czy mama wie że ona ćpa? :))

Chce Was poinformować że już jest, w końcu! kto nie wie, może zabawić się teraz w zgaduj zgadule. Ale nie potrwa to dłużej niż kilka sekund!
Na ten film czekałam odkąd dowiedziałam się że jest nagrywany, (czytaj: jakiś rok).

I tutaj zapewne już sie domysleliście po tytule notki.
Chodzi oczywiście o film "DRUŻYNA". 
W poprzednim poście, mogliście przeczytać opinie Mili na temat tego działa, teraz moja kolej.


Jak to polska mentalność, zaczne od narzekania. Na samym wstępie mogę przyznać że film mija szybko i jest zdecydowanie za krótki. Ale gdy już się tak siedzi w kinowym fotelu, to oczy nawet na sekunde nie odlepiają się od widoku przed Tobą. Chce się chłonąć wszystko co jest puszczane na ekranie. Zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Ja miałam ogromną radość, że mogłam w końcu zobaczyć siatkarzy i cały sztab. I wiem że to tylko film. Ale czułam jak bym była trochę bliżej. Prawie tak blisko jak na meczu. 
Co do treści filmu przez pierwsze ponad 20 minut zdaje się że głównym bohaterem jest Krzysztof Ignaczak. Igłę bardzo lubie, więc oglądanie jego lica było nadzwyczaj przyjemne. (jesli nie dostanie nominacji do Oskara za główną rolę męską będę zaskoczona!). Jego refleksje są bardzo ciekawy źródłem informacji, ale również bodźcem do różnorodnych emocji. W "Drużynie" wykorzystane są materiały video Igły, więc ktokolwiek je oglądał to wie, że można płakać ze śmiechu jak i również wzruszenia na sam widok poniektórych odcinków "IgłąSzyte". Krzysztof to jeden z bardziej doświadczonych graczy, który przeszedł naprawdę bardzo wiele z kadrą. I mam wrażenie, że oglądając mecze "starzeje się" razem z Nim.
Potem jest duużżżżżooo Łukasza Żygadło.(przyp. Łukasz nie będzie grał w zbliżających MŚ ze wzdlędów osobistych). Jego filmiki również wykorzystano w realizacji tej produkcji. I bardzo szkoda że zabraknie go na MŚ. Fragment filmu, który pokazuje go i Winiarskiego w pokoju (mieszkali razem podczas zgrupowania), to materiał na oddzielny film - film komediowy :)
W "Drużynie" znajdzimy dużo śmiesznych sytuacji, ale też wzruszających. To taka mieszanka emocji. Bo są pokazane chwile triumfu Polskiej Reprezentacji jak i również to co działo się od IO Londyn2012.
Osobiście wydaje mi się, że narratorem "Drużyny" jest trener Anastasi, który zcala cały film. Jedynie pod koniec, gdy nowym trenerem Reprezentacji zostaje Antiga odnosze wrażenie, że podróż przez ten film nabiera innego charakteru. Jest bardzo mało materiałów z meczy i treningów z tego roku. Dużo część filmu zajmuje przede wszystkim praca z siatkarzami i trenerem Anastasim. W filmie znajdziemy również wypowiedzi innych siatkarzy, m.in. Kubiaka, Możdżonka,Winiarskiego,Wrony i Zatorskiego.
Bardzo żałuję, że Mariusz Wlazły nie miał okazji opowiedzieć o swoim powrocie do kadry.

Film odpowiedział na mniejszość moich pytań, który zadawałam sobie przed projekcją. Na pewno wielkim plusem było pokazanie "drogi" chłopaków jaką pokonują, żeby w ogóle wyjść na parkiet i grać w meczu. Hektolitry potu jakie wylewają na siłowni oraz czas jaki poświęcają siatkówce jest nieskończonością, w tej skończonej ilości dni treningowych. Gdy człowiek ogląda to wszystko zdaje sobie sprawę ile Oni poświęcają swojego życia, by móc reprezentować nasz kraj tak byśmy my i Oni byli dumni. Każda kropla potu, kontuzja, ból który maluje się na twarzy, to widać w tym filmie. Jak bym miała za chwile tego dotknąć i doświadczyć. Wszystko jest takie namacalne. Jak bym tam była. 

Całej ekipie, dzięki której ten film powstał chciałabym podziękować, że pokazaliście mi to, czego moje oczy nigdy niemiały okazji oglądać. Te chwile, spędzone z tymi WSPANIAŁYMI ludźmi są w moim życiu najpiękniejszymi momentami, dla których warto żyć. 

Film dla wszystkich fanów sportu, a przede wszystkim kibiców siatkówki. 

Dla wszystkich niezdecydowanych:
Jeśli byliście kiedyś na meczu, obejrzyjcie to! a jeśli nigdy nie byliście na meczu-MUSICIE TO OBEJRZEĆ!!
Nie wiem czy film kogoś przekona by pójść na mecz. Ale na pewno można się z niego dowiedzieć wiele o ciężkiej pracy i determinacji w sporcie.
Film będzie prawdopodobnie grany do 14 sierpnia.

tak jak Mili, na pewno chce mieć ten film na dysku!!!

poniżej znajdziecie link z opiniami siatkarzy ktorzy oglądali "Drużynę" kilka dni przed premierą:
Reakcja siatkarzy po obejrzeniu "Drużyny"

Pozdrawiam,  Roja 
Ps. Wy też możecie być DRUŻYNĄ, 7 zawodnikiem na boisku :)

0 komentarze :

Recenzja filmu "Drużyna"

10:52 Z pasji do mężczyzn z miłości do sportu 0 Comments

Wczoraj miała miejsce kinowa premiera filmu "Drużyna", dokument opowiadający o polskich siatkarzach, autorstwa Michała Bielawskiego. Film gradka dla kibiców siatkówki, pokazujący "od kuchni" siatkówkę.
Pierwszy polski dokument o siatkarzach mnie osobiście nie zachwycił, ale za to wzruszył. Film pozostawił duży niedosyt, po zakończeniu filmu człowiek chciał więcej, był zdecydowanie za krótki. Spodziewałam się więcej ujeć z tego sezonu, z nowym trenerem, a nie tylko krótkiego fragmentu na koniec filmu. Oglądając go miało się wrażenie, że został on "do grany" do filmu ze wzlgędu na zmianę trenera.
Po za tym film mi się bardzo podobał, dużo w nim było Igły, ale jego nigdy za mało. dwaj kapitanowie reprezentacji, były Marcin, i obecny Michał, też mieli swój udział. "Drużynę" oglądało się przyjemnie, z łezką w oku i uśmiechem na twarzy, kiedy oglądasz ujęcie z chwil, których było się częścią (ME 2013).
Zabrakło tylko Mariusza opowiadającego o swoim powrocie do kadry, i byłoby super.
Może "Drużyna" nie jest filmem na, który ponownie poszłabym do kina, ale bez wątpienia chciałabym mieć go  w swojej prywatnej kolekcji.
Polecam wszystkim kibicom siatkówki, którzy jeszcze nie mieli okazji zobaczyć filmu, wbrew temu co wyżej warto obejrzeć ten film, bo to kawałek dobrej pracy.


Pozdrawiam,
Mili

P.S. Mam nadzieję, że zobaczymy tą drużynę na polskim Mundialu

0 komentarze :