Jak jeździć bez prawka legalnie czyli DRIFT MASTERS Toruń 2018.

         


       Jeśli jesteście zupełnymi laikami i nie wiecie jak działa samochód oraz jak jest zbudowany, to tekst jest dla Was.
Dla mnie prowadzenie samochodu zaczyna i kończy się na:

 wlej paliwo → przekręć kluczyk → naciśnij pedał gazu → i jedź ile dusza zapragnie.

Szkoda, że to nie jest takie łatwe. Przekonałam się o tym podczas wyjazdu na Drift Masters Toruń 2018 gdzie na stadionie Motoarena spędziłam równe 10 godzin, oglądając co można zrobić z autem by cała jazda nie zaczynała się i kończyła "na gaz do dechy". (nie martwcie się jeśli tak jak ja kojarzycie słowo DRIFT jedynie z gry komputerowej Need for speed tokio drift :D ).🚗






           Szczerze, to myślałam że życie kierowcy jeżdżącego na driftach jest łatwiejsze. Ale okazało się że jest zupełnie inaczej. Nie wyobrażam sobie jak jest gorąco w takim aucie podczas wyścigu, tak tak, z pewnością nie mają tam klimatyzacji. Jedyną jest otwarcie drzwi :)

Nagle z kobiety bez prawa jazdy nie wiedzącej jak zbudowane jest auto stałam się kobietą bez prawa jazdy nie wiedzącą jak zbudowane jest auto i pragnącą już w tej chwili jechać na kolejne zawody  :D
Jeśli jesteście ciekawi jak wygląda Kuba Przygoński (bądź jego samochód) to zapraszam do galerii na fb (kilka fotek z trybun) oraz pojedyńcze filmiki jakie udało się nagrać.


Jeśli chcecie więcej to zapraszam na stronę tutaj oraz na nasz FB, gdzie od dawna możecie obejrzeć zdjęcia.

Ps. Serdecznie polecam zawody driftowe. Z przyjemnością wybiorę się po raz kolejny.
A Toruń... Jak to Toruń :) piernikowy...
Pozdrawiam,
Rozentuzjazmowana, pełna gumy z opon w oparach paliwa
Roja

Obroniliśmy tytuł Mistrzów Świata ......... !!!!!!!!!!!!

Dokładnie tydzień temu mogliśmy być świadkami historycznego wyczynu naszych siatkarzy, którzy dołączyli do grona tych, którym udało się obronić tytuł Mistrza Świata. Polacy w niedzielny wieczór w hali Pala Alpitour sięgnęli po złoty medal Mistrzostw Świata, po raz trzeci w historii, po raz drugi z rzędu.

Przed mistrzostwami nikt nie stawiał na naszych siatkarzy, w opinii publicznej krążyło przekonanie, że już najlepsza szóstka będzie wynikiem zadowalającym, sami siatkarze też nie składali żadnych deklaracji. Trener, jak i cały sztab jednogłośnie twierdzili, że ta reprezentacja budowana jest na Tokio, że jest zbyt młoda i jeszcze nie gotowa na walkę o mistrzostwo, że to jeszcze za wcześnie na tak duży sukces. Tymczasem nasi siatkarze ponownie zachwycili cały siatkarski świat, zdobywając złoty medal, w finale pokonując wielką Brazylię. Warto dodać, że jest to już trzecie starcie Polski z Brazylią w finale na czwartych kolejnych mistrzostwach, to pokazuje tylko wielkość tych reprezentacji.




W spotkaniach sparingowych przed MŚ Polacy nie zachwycali formą, co prawda wygrali wszystkie spotkania, ale styl gry pozostawiał wile do życzenia. Polacy popełniali dużo błędów, zdarzały im się przestoje, kiedy to seriami tracili punkty i pozwalali przeciwnikom odrabiać straty. Do tego brakowało naszej drużynie lidera w ataku, Bartosz Kurek nie zachwycał skutecznością. Trener  Vital Heynen konsekwentnie stawiał na siatkarza wierząc, że Bartek odbuduje się we właściwym momencie. 


Polacy zagrali w grupie, która swoje mecze rozgrywała w Warnie razem z współgospodarzami, Bułgarią, Iranem, Finlandią, Kubą oraz Portoryko. Nasi siatkarze wygrali wszystkie swoje mecze, tracąc jedynie  trzy sety, na koniec pokonując Bułgarię. Jako zwycięzcy grupy Polacy mieli ten przywilej, że nie musieli się nigdzie przenosić i na kolejną fazę turnieju zostali w Warnie, a tam mieli się zmierzyć z Francją, Argentyną i Serbią. O ile w pierwszej fazie turnieju reprezentacja grała jak z nut, to w drugiej pojawiły się pierwsze kłopoty. Pierwszy mecz nasi siatkarza rozegrali z Argentyną, którą powinni pokonać z łatwością, a tym czasem Argentyna po niebywałym pościgu w tie-breaku pokonała reprezentację Polski 3:2. Mecz z Francją też nie wyglądał wcale lepiej, choć można było dostrzec oznaki poprawy w grze naszych, ale i tak mecz zakończył się wygraną trójkolorowych. Polacy znaleźli się pod ścianą. Na szczęście duża liczba punktów zebrana w pierwszej fazie sprawiła, że wygrana z Serbią da nam awans do trzeciej  fazy. Powiedzieć, że Polacy ograli Serbów, to tak jakby nie powiedzieć nic, to była demonstracja siły. Nasi siatkarze wyszli na ten mecz skoncentrowani, to było widać już od pierwszych piłek, cały mecz grali swoje na niewiele pozwalając Serbom, a mecz zakończył się wynikiem 3:0 dla Polaków.



Drabinka turniejowa mogła sprawić, że ponownie, tak jak cztery lata temu, mogliśmy znaleźć się w jednej grupie z Rosja i Brazylią. Wynik losowania był jednak inny, i trzeciej fazie zmierzyliśmy się z Serbia ponownie, oraz z Włochami. Rozpoczęliśmy rywalizację meczem z Serbami, który był zgoła inny od tego sprzed czterech dni, choć wynik był taki sam, Polacy wygrali 3:0, i w tarciu z Włochami potrzebny nam był tylko jeden wygrany set. Po 25 minutach, wszystko było jasne, Polacy awansowali do półfinału MŚ,  a tam czekała na nich już reprezentacja USA.



Mieliśmy się zmierzyć w półfinale z reprezentacją, która na tych mistrzostwach grała najpiękniejszą siatkówkę, która nie przegrała żadnego meczu, nie licząc starcia z Brazylią, gdzie obie ekipy miały już zapewniony awans, i obie zagrały rezerwowymi składami. Amerykanie grali siatkówkę wręcz perfekcyjną, byli świetnie przygotowani fizycznie, taktycznie, ich grała była poukładana w każdym calu, do tego mieli dwie indywidualności, Taylor Sander i Matthew Anderson, ten drugi został wybrany do najlepszej drużyny MŚ. Wydawać by się mogło, że jesteśmy skazani w tym starciu na pożarcie, a jednak nasi siatkarze nie dali się Amerykanom. przegrywali już 2:1 w setach, a mimo to wygrali dwa kolejne sety i to biało-czerwoni awansowali do finału MŚ, i znów historia rodzi się na naszych oczach. Kibice w całej Polsce oszaleli.


Finał był już popisem biało - czerwonych, którzy zagrali znakomity mecz, a pierwsze skrzypce w kadrze wiódł Bartosz Kurek, który jak Wlazły w 2014, poprowadził Polskę do złotego medalu MŚ. Ten sam Bartek, który w początkowej fazie turnieju nie błyszczał, wręcz przeciwnie, grał słabo, brakowało mu skuteczności i pewności siebie, w finale był najjaśniejszym punktem naszej gry, kończył najtrudniejsze piłki, do tego dołożył kilka świetnych zagrywek, a i w obronie wyciągnął kilka ważnych piłek. W końcu się odbudował, nabrał tej pewności siebie, której brakowało mu w pierwszych meczach, grał jak za dawnych lat. Choć nie od początku turnieju błyszczał formą, to pod koniec był już prawdziwym liderem drużyny, kilerem, który nie pęka i kończy piłki w najważniejszym momentach. Przyznaje się, nie wierzyłam, że Bratek wystrzeli z formą patrząc na jego skuteczność w sparingach i w początkowej fazie turnieju, to on jednak we właściwym momencie odpalił i poprowadził nasz zespół  do MŚ, i zasłużenie otrzymał nagrodę dla najlepszego zawodnika turnieju. Podobnie jak Mariusz Wlazły cztery lata temu okazał się wielki, tak teraz Bartek Kurek. Podobnie jak w katowickim Spodku Mariusz Wlazły zdobył punkt na miarę MŚ, tak teraz Bartosz Kurek w turyńskiej Pala Alpitur  zdobył ostatni punkt atakiem z prawego skrzydła. Zaczął źle, ale zakończył w wielkim stylu, jak na lidera przystało.


Cały zespół zagrał znakomity turniej, Michał Kubiak grał jak na kapitana przystało, był przywódcą nie tylko na boisku, ale też po za nim. Świetnie spisywali się nasi młodzi zawodnicy, Artur Szalpuk grał jak stary wyjadacz, niepokorny, często grała z taką siatkarską bezczelnością. Kuba Kochanowski, który wykorzystał swoją szansę i pokazał się z najlepszej strony. A grą Polaków świetnie kierował Fabian Drzyzga, cztery lata temu do spółki z Pawłem Zagumnym poprowadził Polaków do MŚ, to już w tegorocznym turnieju był już samodzielnym liderem na rozegraniu, był mózgiem drużyny, świetnie rozdzielał piłki pomiędzy kolegów. Paweł Zatorski, klasa sama w sobie, przez cały turniej świetnie przyjmował. Piotr Nowakowski, pewniak trenera na środku siatki, dobierając do niego drugiego środkowego. Poza raz kolejny sprawdziła się w naszej drużynie mieszanka młodości z doświadczeniem, która dałam nam złoty medal MŚ.

Polacy pojechali na MŚ w roli kopciuszka, nikt w nich nie wierzył, a każda reprezentacja chciała grać z nami w grupie, ponieważ w ogólnej opinii byliśmy najsłabszą drużyną w szóstce, my jednak wbrew wszystkim rozkręcaliśmy się  z meczu na mecz i w finale zagraliśmy jak na Mistrzów Świata przystało, Brazylia nie miała za wiele do powiedzenia w starciu z nami. 


To były piękne MŚ, które ponownie dały nam wiele radości i  łez wzruszenia, dzięki pięknej grze naszego zespołu Puchar za zdobycie MŚ na kolejne cztery lata zostaje w naszym kraju. Pozostaje mieć nadzieję, że za kolejne cztery lata historia się powtórzy i Reprezentacja Polski ponownie sięgnie po Mistrzostwo Świata.

Pozdrawiam,
Mili





Mecz otwarcia, mecz o wszystko, mecz o honor, czyli tradycje polskich piłkarzy

Na blogu pojawiają się głównie posty dotyczące siatkówki, chyba jeszcze nigdy żadna z nas nie pisała o piłce nożnej, ale jak tu nic nie napisać, jak cały świat żyje tym co dzieje się aktualnie w Rosji.





A co się dzieje u naszych wschodnich sąsiadów? Do Rosji przejechały najlepsze reprezentacje świata, które na drodze eliminacji wywalczyły sobie awans na piłkarski mundial, w tym reprezentacja Polski. 

Za nami już faza grupowa, znamy już zespoły, które awansowały do dalszej fazy turnieju. Niestety próżno w nich szukać naszej reprezentacji. Apetyt przed mistrzostwami naszych kibiców i samych zawodników był duży, tym bardziej, że nasi bardzo dobrze zagrali w eliminacjach. Ostatnie mistrzostwa Europy gdzie Polacy odpadli dopiero po rzutach karnych w ćwierćfinale z Portugalią, sprawiły że oczekiwania względem naszej reprezentacji były, jak pokazał turniej, zbyt wysokie. 

Miało być pięknie, miał być awans z grupy, bo jak mogło być inaczej, Kolumbia, Senegal, Japonia, poza Kolumbią to drużyny w zasięgu naszej reprezentacji. No właśnie, miało być, a skończyło się jak zawsze, dwa przegrane mecz, dwie strzelone bramki i jeden gol samobójczy, tak wyglądają statystyki naszej kadry na mundialu w Rosji. 

Mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor, tak wygląda gra Polaków na Mistrzostwach Świata, tradycja, którą Polacy kultywują od blisko 20 lat. 

Wiem, że porównanie z reprezentacją siatkówki jest troszkę bezsensu, to są dwie różne dyscypliny, ale chciałabym doczekać czasów kiedy polska reprezentacja w piłce nożnej będzie odnosić takie sukcesy jak ta w piłce siatkowej.


Pozdrawiam,
Mili :)







O dwóch takich, których pokochał świat....jeden z nich to życiowy lekkoduch, drugi to siatkarski diament, którego Bóg potrzebował u siebie bardziej....


W ostatnim czasie w Polsce miało premierę kilka biografii poświęconych siatkarzom, o jednej Roja już pisała, "Giba. W punkt", nie wiem czy się pochwaliła, ale nawet udało jej się zdobyć autograf tego legendarnego siatkarza, jeśli nie, to ja Wam mówię :)

Na naszym rodzimym podwórku pojawiło się też  kilka  tego typu publikacji, na które kibice siatkówki w Polsce czekali z utęsknieniem. Osobiście to nie jest mój ulubiony gatunek literatury, tym bardziej, że większość tych "autobiografii" pisana jest przez osoby trzecie, nie mam tu na myśli tylko biografii siatkarzy. W tym przypadku nie mogłam się doczekać ukazania dwóch pozycji z tej.  Pierwsza z nich to biografia Łukasza Kadziewicza napisana przy współpracy z Łukaszem Olkowiczem, a druga to biografia Arka Gołasia napisana przez Piotra Bąka. W ubiegłym roku pojawiła się biografia Pawła Zagumnego. 


Wszyscy trzej Panowie to legendy polskiej siatkówki, wicemistrzowie świata i polski. Postaci barwne, utalentowane, które zapisały się złotymi głoskami w historii polskiej siatkówki. Nikomu nie trzeba ich przedstawiać. Brak czasu nie pozwolił mi przeczytać w  całości tych książek, ale jak tylko czas pozwoli nadrobić zaległości, to  przeczytam obie. Po przeczytaniu kliku stron o Arku Gołasiu łezka się zakręciła mi w oku czytając o tym wspaniałym siatkarzu, którego karierę przerwał nieszczęśliwy wypadek. Biografia Łukasza Kadziewicza to zabawna opowieść o człowieku, który przeżył ciekawą przygodę z siatkówką,  lubił się dobrze bawić i nie stronił od imprez,  a wszystkim co przeżył chciał się podzielić z kibicami.

Obie te książki są tak różne, jedna to wspomnienie o człowieku, który już na zawsze pozostanie w sercach kibiców, książka przy której niejeden uroni łezkę ze wzruszenia. Druga to historia pisana z przymrużeniem oka. Kadziewicz otwarcie przyznaje się do błędów, nie przeprasza, ale też nie prosi o przebaczenie. W zabawny sposób przybliża nam siatkówkę od kuchni, jak to wszystko wygląda z punktu widzenia siatkarza.


Polecam obie na długie jesienne wieczory. Czytajcie, to na prawdę poszerza ludzką wyobraźnie.
Czytam, bo warto.

Pozdrawiam,
Mili


P.S. Kto z Was już kupił wszystkie trzy?







MIASTO GOSPODARZ EUROVOLLEYBALL2017 - GDAŃSK/SOPOT



 Jeśli początki to tylko nad morzem.

Hala od której wszystko tak na prawdę się zaczęło. Mój pierwszy mecz na żywo ( i to nie byle jaki bo Polska - Brazylia) przeżyłam właśnie tam. Pamiętam jak dziś gdy zobaczyłam Ergo Arenę i pierwsze skojarzenie jakie przyszło mi do głowy to - "o parlament w Brukseli".
Arena jest chyba jedynym obiektem w Polsce położonym w dwóch miastach co umożliwia nam w jednej chwili być w obu miejscach na raz - w Sopocie i Gdańsku. Przedstawienie oficjalnej linii granicy na hali jest w planach. Obiekt jest największym w tym regionie i śmiało można go nazywać sportową wizytówką obu miast.
Zdjęcia z poszczególnych imprez ma których byłyśmy możecie znaleźć na naszym fb. Zawsze chętnie odwiedzam te miejsce, powstało nawet video z zeszłorocznego urlopu i pieszej wycieczki na Ergo Arenę.
 

Coś nie coś o wnętrzu

Ergo Arena to obiekt kilku poziomowy gdzie przemieszczanie się między sektorami jest utrudnione. Na pewno nie jest tak swobodnie jak np. w Spodku czy Atlas Arenie. Każdy sektor jest wydzielony a poruszanie się między nimi "ułatwia" winda. Plusem są "dostawki" czyli mobilne trybuny, które można złożyć lub rozłożyć dostosowywując pojemność hali do zainteresowania daną imprezą. Pojemność hali to aż ponad 11 tysięcy.
 

 

Euro2017

"Polska" grupa właśnie odbędzie swoje mecze na Ergo Arenie, polecam wybrać się na mecze i zamówić bilety jak najbliżej boiska. Odradzam te na najwyższych poziomach, jest naprawdę wysoko.
Poniżej zdjęcia z najwyższych trybun:



Gdańsko - sopocki szklany olbrzym to moja "pierwsza miłość", ale nie ostatnia, bo okazuje się że w naszym kraju jest kilka niesamowitych obiektów. Hale oczywiście można zwiedzić i zobaczyć jak wygląda gdy jest w niej pusto i cicho. Wszelkie informacje na ten temat znajdziecie tutaj.



Pozdrawiam
Roja


Giba w punkt. Krótko i na temat.

Większość z Was słyszała o wspaniałym brazylijskim sportowcu.... i nie, nie chodzi tu o Pelego. Dzisiejszym bohaterem jest Gilberto de Godoy Filho, znany bardziej jako GIBA.
W lipcu 2016 roku na polskim rynku wydawniczym pojawiła się jego autobiografia. Czytali ją już chyba wszyscy a przynajmniej polska siatkarska śmietanka. Igła pisał o książce na swojej stronie, a Karolowi Kłosowi umilała chwile w spalskich lasach.
Więcej na temat tej książki i moich odczuć po jej przeczytaniu znajdziecie niebawem na naszym kanale YT, którego próbuje ze wszystkich sił reanimować. Oglądajcie, komentujcie i dajcie nam suba?!
Ps. Polecicie jakiś darmowy program do edycji działający na Windows'ie XP? i edytujący format MOV, bo sprzęt który posiadamy nagrywa w tym formacie, a konwertowanie "zabija jakość".

Pozdrawiam
Roja



Michał Winiarski. Jesteś legendą!!!

Michał Winiarski, siatkarz którego przedstawiać nikomu nie trzeba. Najlepszy przyjmujący na świecie. Człowiek o największym poczuciu humoru w całej galaktyce. Mężczyzna tysiąca talentów o wilczych, hipnotyzujących oczach. Damska widownia wie o co chodzi.
Grał w najlepszych ligach na świecie, począwszy od polskiej, włoskiej a na rosyjskiej skończywszy. Siatkarska kariera Michała jest tak bogata w różnego typu wydarzenia że śmiem twierdzić że przeżył prawie wszystko. Ale nie będę Wam przytaczać całej biografii Miśka, bo sami wiecie że INTERNETY stoją otworem.


Szczerze, w tym miejscu chciałam po prostu podziękować Michałowi, że doczekałam się z Nim zdjęcia :D za te wszystkie lata na parkiecie i dostarczanie nie tylko mi emocji za którymi już tęsknie. Dane mi było obejrzeć na żywo pożegnanie Michała w łódzkiej Atlas Arenie, i pewnie jak większość kibiców byłam wzruszona... Gdy sportowcy których obserwujemy odchodzą na "emeryturę" mam wrażenie że dla Nas kibiców zawsze jest za wcześnie. Chcemy nadal obserwować jak grają i wspierać ich w drodze do zwycięstwa jak i również pocieszać w gorszych chwilach.
Dla mnie odejście Winiara na emeryturę było szokiem. Ale biorąc pod uwagę jego stan zdrowia, a tego mu życzyłam na zlocie w Bełchatowie, to była na pewno ciężka ale i przemyślana decyzja.
Nie jestem w stanie policzyć ile meczów z udziałem Michała obejrzałam ale mam nadzieję że jeszcze uda się namówić Miśka na udział w jakiś charytatywnych meczach i ta część widowni która nie miała przyjemności obserwować na żywo gry Winiarskiego będzie mogła go podziwiać.
Człowieka o wielkim sercu. Przy którym o mało się nie zabiłam krocząc  jak jelonek Bambi za autografem. 


Dziękuje raz jeszcze, za to że był Pan jednym z najlepszych KAPITANÓW Polskiej Reprezentacji Piłki Siatkowej.

Pozdrawiam.
Roja.
Ps. Postaramy się żeby wideo z pożegnania nagrywane trzęsącą się ręką zostało opublikowane na naszym YT.