Anastasiego sposób na SKRĘ....i starcie Dawida z Goliatem...

11:52 Z pasji do mężczyzn z miłości do sportu 0 Comments

W miniony weekend odbył się turniej finałowy Pucharu Polski mężczyzn w piłce siatkowej.  W Ergo Arenie zmierzyły się cztery najlepsze drużyny kończącego się właśnie sezonu, dwóch uczestników Final Four Ligi Mistrzów, a do tego  na boisku można było podziwiać dziesięciu Mistrzów Świata. Czego  można było życzyć sobie więcej,  tylko emocji siatkarskich na  wysokim poziomie, z czym było różnie. 

Najpierw swój mecz rozegrała Skra Bełchatów, która w drodze do finału musiała pokonać Lotos Trefl Gdańsk. Tuż przed godziną 15 zabrzmiał pierwszy gwizdek sędziego rozpoczynający mecz. Samo spotkanie nie dostarczyło wielkich emocji, chwilami mecz był jednostronny, Skra była jak bezbronne dziecko, które nie potrafi odpowiedzieć na ciosy zadawane mu przez starszego kolegę. Była jak bokser, który zostaje rzucony na deski i nie potrafi się podnieść, i tak po pierwszym secie był pierwszy nokdaun dla Lotosu. W kolejnym secie nie było lepiej. Skra nie przypominała tej pewnej siebie drużyny z początku sezonu, która potrafi wykorzystać każde potknięcie rywala niemiłosiernie pozbawiając go chęci do dalszej gry. A Lotos nie zwalniał tępa, w przyjęciu świetnie radził sobie Mateusz Mika i Piotr Gacek, który zasłużenie został wybrany  na MVP spotkania. Gra Skry wyglądała trochę lepiej, ale to i tak nie wystarczyło na świetnie grających Gdańszczan. Po niespełna godzinie meczu Skra ponownie na deskach. Trzecia partia dała niewielką nadzieję kibicom Skry, że ich drużyna może jeszcze odwrócić losy tej rywalizacji. Poprawiło się przyjęcie, a zawodnicy lepiej radzili sobie w ataku, piłka częściej niż na aucie lądowała w boisku przeciwnika. Kiedy już się wydawało, że nic nie odbierze Bełchatowianom zwycięstwa w tym secie, nagle  stracili kilka punktów z rzędu i grała toczyła się na przewagi, na szczęście ten set Skra mogła zapisać po swojej stronie.  Jeśli po trzecim secie pojawiła się iskierka nadziei dla Skry,  to w czwartej partii gracze Lotosu skutecznie ją zgasili wygrywając seta 25:22. Bełchatowianie jeszcze próbowali w końcówce seta, ale to było zbyt mało na świetnie grający tego dnia Gdańsk.

W drugim pojedynku Asseco Resovia Rzeszów mierzyła się z Jastrzębskim Węglem, który na tle drużyny z Podkarpacia wyglądał  jak kopciuszek. Jastrzębianie nie mieli takiej siły rażenia jak Resovia, a ich przyjmujący nie radzili sobie tak dobrze jak Marko Ivocic i Nikołaj Penczew.  Zbigniew Bartman próbował pobudzić kolegów z zespołu do walki, ale sił wystarczyło tylko na wygranie pierwszego seta,  później przewaga Asseco była zbyt wyraźna. W ataku świetnie radził sobie Jochen Schops, który technicznymi zagraniami mógł doprowadzić przeciwników do białej gorączki. Kiedy wydawało się już, że Jastrzębianom udało się wbić piłkę w boisko to wszelkie wątpliwości rozwiewał Krzysiek Ignaczak, popularny Igła wyciągał niesamowite piłki w obronie. W pozostałych setach mecz przypominał trochę pojedynek Dawida z Goliatem, tylko zakończył się inaczej niż tej biblijny. Jastrzębski próbował, ale zabrakło mu argumentów na świetnie grającą Asseco. Mecz zakończył się wygraną Resovi 3:1. 

Tych argumentów nie  zabrała Gdańszczanom, którzy wygrali niedzielny finał, i w ten sposób zdobywając pierwszy Puchar Polski w historii klubu, a Piotr Gacek wygrał go trzeci z rzędu. 

Pozdrawiam,
Mili



0 komentarze :